osly

Dobry dzień na szmacenie humanistów

Od lat obserwujemy tendencję, w ramach której prestiż wyższego wykształcenia humanistycznego stacza się po bardzo stromej równi pochyłej. Właściwie docieramy powoli do etapu wstydu, wynikającego z poświęcenia młodości na rozwój zainteresowań wiążących się z funkcjonowaniem człowieka. Zarzuca się nam oderwanie od potocznie rozumianej praktyki, codzienności, a także bezsilność, nijakość i ogólną bezużyteczność.

Na proces ten duży wpływ ma rynek zgłaszający hurtowe zapotrzebowanie na pracowników wyedukowanych w duchu kierunków technicznych, czyli mówiąc dosadniej chodzi tu o przeniesienie procesu produkcji o klasę społeczną wyżej. W zestawieniu z coraz liczniejszą, nową grupą robotników wytwarzającą dobra gwarantujące mechaniczny rozwój ludzkości, dbający o tożsamość, moralność, dumający nad sensem, poprawnością języka itp. humaniści wydają się być kompletnie bezproduktywni. Inna sprawa, że ogólny dostęp do edukacji, połączony z presją ukończenia studiów i promowaniem kierunków użytecznych, doprowadził do sytuacji, w której dziedziny spoza głównego nurtu zasypywane są przez lawiny odrzutków.

Problem ten wynika z obecnego schematu funkcjonowania uniwersytetów. Mianowicie, intensywne promowanie kierunków technicznych burzy proporcję i rości sobie prawo do wszystkich bystrzejszych umysłów. W związku z tym oraz koniecznością zachowania opłacalności, na studia (przykładowo) humanistyczne decyduje się grupa nieprzekabaconych pasjonatów oraz rzesza przypadkowych ludzi chcących po prostu zobaczyć własne nazwisko na jakimkolwiek dyplomie. Wykładowcy nie chcą dokonać selekcji, gdyż istnieje konieczność przepuszczenia określonej liczby studentów. Uczelnie produkują w ten sposób kiepsko wykształcone, bezużyteczne w swojej dziedzinie masy, które po pięcioletnim zawieszeniu wracają dokładnie do punktu wyjścia z dnia ukończenia szkoły średniej.

Absolwenci ci zajmują następnie dolne miejsca w hierarchii wspomnianej nowej klasy robotniczo-usługowej (produkującej zysk korporacji), mając świadomość o startowym nieprzygotowaniu. Świadomość rozszerza się z kolei na całą grupę stanowiąc argument za określonymi kierunkami i zamykając tym samym koło. Zjawisko to ma dalej idące konsekwencje. Z kreowanego kultu użyteczności wypadają potrzeby rozwoju światopoglądu, myśli oraz wewnętrznego samokształcenia. Startowe ubranżowienie jednostek niekorzystnie kształtuje jednolitą masę społeczną o określonych potrzebach. Obserwujemy zatem proces formowania obywatela jako pracownika i konsumenta tej samej dziedziny, a co za tym idzie w szerszym ujęciu doskonałego zespolenia produkcji z rynkiem zbytu, poprzez intensywny wpływ na ten drugi aspekt.

Wysoko rozwinięte, świadome społeczeństwo potrzebuje pożywienia zarówno dla ciała, jak i dla ducha. Kluczowa jest równowaga między ja, a świat. Promowanie jednego elementu przy jednoczesnym dyskredytowaniu drugiego ogranicza perspektywę. Nie zapominajmy jaką rolę pełnią tu humaniści. Rozwój człowieka polega również na kształtowaniu wrażliwości, umiejętności stosowania rożnych schematów myślowych, a także analizowaniu dorobku kulturowego. Daje to podstawę technologii, mającej służyć rozszerzeniu ludzkich możliwości.

Często słyszę pytanie, co stanie się, gdy komputery zaczną rozumować w sposób zbliżony do ludzi. Zastanówmy się też, co stanie się, gdy ludzie będą „myśleć” jak komputery.

  • Filozof71

    Brednie sankcjonująca własne zainteresowania. Może w wysoko rozwiniętym społeczeństwie ktoś pójdzie do teatru, na koncert, ale płaci wtedy artyście za swoje doznania. Natomiast szkolenie całej masy niepotrzebnych humanistów i filozofów jest zbyteczne. Zastanów się sam z jakich usług i towarów korzystasz sam i przejrzyj na oczy. Ile rodzin chce się smacznie i niedrogo najeść, pooglądać TV, poczytać coś w Internecie, wyleczyć się u lekarza? Tak się składa, że znam małżeństwo tzw, humanistów. Jakoś nie chodzą do psychologów, mimo że obojgu by się przydało, za to kupują sprzęt AGD i RTV, remontują dam, kupują ładne ubrania, jadają w restauracji czasem, leczą się u lekarzy, wysyłają przesyłki pocztą. Mało w tym humanizmu. Za to cała masa „chamów” ciężko pracujących na ich potrzeby. Moim zdaniem każdy dzień jest dobry … Tak więc Panie humanisto do roboty.

    • Właśnie, szkolenie masy niepotrzebnych humanistów i filozofów jest zbyteczne. O tym mówi cały tekst. Trzeba zastanowić się nad powodami i coś na to poradzić.

      Zainteresowania zawsze wynikają z kontekstu (wychowania, otoczenia, bodźców itd.) zanim będziesz tego świadomy już je posiadasz. Podobnie potrzebę zdobycia dyplomu. Szkoła i uczelnia pozwalają się rozwijać (oraz klepią po plecach), ale nabywanie tego typu umiejętności to obecnie jedynie forma hobby i trzeba albo ludziom o tym mówić albo nie przepychać na siłę ton studentów (dla utrzymania etatów na kierunkach) i kształcić wyłącznie tylu ilu jest faktycznie potrzebnych.
      Właściwie wszyscy znani mi tzw. humaniści (filozofowie, dziennikarze, historycy, poloniści, socjologowie itd.) robią dokładnie to samo co twoi znajomi. I oczywiście normalnie pracują, radzą sobie tak jak pozostali obywatele. Wielu jednak wyraża żal, że etapowi edukacji brakuje kontynuacji, że trzeba iść dalej, nie oglądając się za siebie zapomnieć. Ok, każdemu zdarzają się takie chwile w życiu (rozpad związku, utrata pracy itp.). Jednak jeżeli cała rzesza młodych ludzi przeżywa to dokładnie w tym samym momencie z tego samego powodu, znaczy, że mamy do czynienia z poważnym problemem społecznym.

      Twoje stanowisko jedynie zachęca do kontynuowania. Tak dzieje się właśnie teraz, kończysz, nie myślisz, tylko bierzesz się szybko do jakiejkolwiek roboty.
      Nie ma w takim schemacie codzienności miejsca na usługi, do świadczenia których przygotowuje się całe masy ludzi (zresztą jak mamy takie miejsce znaleźć skoro od razu, na starcie odrzucamy możliwość zastanowienia się nad sobą i sytuacją). Gdy już się robi, to zamiast, dobra, dobra, zamknij japę i rób dalej, warto podjąć problemem i poszukać rozwiązania. Nabierając użyteczności, dobrze też przy okazji nie rezygnować z luksusu refleksji.

      • Filozof71

        1. Właśnie, szkolenie masy niepotrzebnych humanistów i filozofów jest zbyteczne. O tym mówi cały tekst. Trzeba zastanowić się nad powodami i coś na to poradzić.

        „Mianowicie, intensywne promowanie kierunków technicznych burzy proporcję i rości sobie prawo do wszystkich bystrzejszych umysłów.”
        Ten fragment mówi mi coś zupełnie innego. Autor utyskuje na system, nie zdając sobie sprawy z tego, że to nie administracja ani uczelnie kształtują rynek pracy tylko potrzeby ludzi.

        2. Z całym szacunkiem, ale reszta Twojego wywodu to jakiś bełkot. Chciałem odpowiedzieć akapit po akapicie, ale po prostu nic z tego nie mogę zrozumieć. Sprawa jest prosta jak budowa cepa – chcesz czytać Mo Yana w oryginale – naucz się chińskiego Chcesz podziwiać rzeźby – studiuj historię sztuki, Tylko się nie domagaj do k. nędzy żeby ktoś inny tego potrzebował i za to płacił. Ludzie chcą TV Samsunga 3D i żeby im ktoś samochód naprawił. Do tego humaniści są zbyteczni.

        Ja jestem z zawodu informatykiem. Oprócz wykonywania swojej pracy mam czas na zainteresowania humanistyczne (coc bardzo nie lubię tego słowa). Tylko, że są to zainteresowania a nie praca.

        • Spróbuj spojrzeć trochę dalej niż na czubek własnego nosa. Nawet praca cepem jest prosta dopiero, gdy ktoś pokaże ci co i jak tym robić. To kim i z czym zostajemy w momencie ukończenia studiów rzadko kiedy jest wynikiem świadomej decyzji. Czasami edukacja przebiega metodą płynnego popychania, a czasami jest dziełem przypadku. Jeden mój znajomy został inżynierem, tylko dlatego, że nie lubił swojej klasy, więc się przeniósł. Ot cały powód. Powiedzmy, że to pierwsza kwestia. Pytanie co gdy nie możesz dalej iść swoim tokiem, albo po prostu nie wiesz czego chcesz (przykładowo w okresie niestabilności emocjonalnej).

          „Mianowicie, intensywne promowanie kierunków technicznych burzy proporcję i rości sobie prawo do wszystkich bystrzejszych umysłów.”
          Bystrzejsze umysły w tym sensie myślą sposobem, który określasz jako oczywisty i niezależnie od zainteresowań idą ku temu co wydaje się pewniejsze. System i uczelnie nie potrafią dostosować specjalistów do zapotrzebowania, dbając jedynie o własne funkcjonowanie. Zaburza to równowagę, gdyż wielu odrzutków z kierunków technicznych (oraz ludzi po papier) zalewa humanistyczne. To druga kwestia. Pozwól wszystkim studiować kierunki techniczne i przepuszczaj ludzi jak leci, a potem patrz jak to wpłynie na rynek pracy (z perspektywy obecnych studentów jest to sytuacja zastana i tak należy ją oceniać). Najlepsi wcale tak łatwo się nie wybiją z masy, czego dowodzi właśnie rynek pracy dla humanistów.
          Jest przecież zapotrzebowanie na dobrych dziennikarzy, historyków, znawców sztuki, nauczycieli itd. Tak samo jak na dobrych administratorów sieci czy programistów. Myślenie o naukach humanistycznych wyłącznie jako hobby jest totalną abstrakcją i wynika z niezrozumiałego dla mnie poczucia wyższości u inżynierów. Uważasz przykładowo, że za zbudowanie strony należą się pieniądze, ale już za pisanie artykułów, dbanie o język, angażowanie użytkowników, konsultacje itp nie? Duże portale często wywalają sporą kasę na nowe projekty, ale swoim redaktorom albo płacą śmieszne pieniądze, albo w ogóle płacić nie chcą, oferując idiotyczne umowy. Takie warunki zastaje cała masa młodych ludzi, którzy kończą studia a są traktowani jakby nie istnieli przez 5 lat i musząc na szybko się przekwalifikowywać przeżywają dramat. Nie chodzi o to żeby pysznić się oczywistościami, w stylu informatykowi o pracę łatwiej. Bo niby co do problemu wnosi olewająca wypowiedź informatyka, że lepiej jest być informatykiem?

          Ja jestem z zawodu tzw humanistą. Oprócz wykonywania swojej pracy mam czas na zainteresowania informatyczne (choć bardzo nie lubię tego słowa). Tylko, że są to zainteresowania a nie praca.
          Luksus wypowiedzenia takiego zdania (które opisuje moją aktualną sytuację) nie daje mi prawa do uznania swojego poglądu za obowiązującą wszystkich oczywistość, dlatego że jest moją codziennością. Jeżeli w pewnym momencie nastąpi przesyt na rynku informatyków, to czy powinienem domagać się uznania go prawem ogólnym? Przeczytaj ideę, chodzi o to by pochylić się nad losem różnych ludzi, a nie chwalić się własną aktualną zaradnością.

          PS. „Z całym szacunkiem, ale reszta Twojego wywodu to jakiś bełkot. Chciałem odpowiedzieć akapit po akapicie, ale po prostu nic z tego nie mogę zrozumieć.”

          Czyli, skoro nie rozumiem, to uważam, że bełkot, więc uznaję, że tego fragmentu nie ma. Jak mam zinterpretować takie zdanie i gdzie w twoich wypowiedziach jest ten szacunek?

          • Filozof71

            Spróbuj spojrzeć trochę dalej niż na czubek własnego nosa. 
            > Zapewniam Cię, że potrafię. Z perspektywy czterech oczek na karku i faktu, że kilka razy występowałem po dwóch różnych stronach tego samego układu (oferent-klient, rekrutowany-rekrutator, syn-ojciec) myślę, że potrafię być obiektywny.
            >Nawet praca cepem jest prosta dopiero, gdy ktoś pokaże ci co i jak tym robić. To kim i z czym zostajemy w momencie ukończenia studiów rzadko kiedy jest wynikiem świadomej decyzji.
            No to szkoda, że tak sobie ułatwiasz życie i usprawiedliwiasz innych. Ja po czterech latach rzuciłem fizykę bo widziałem, że to wszystko jest chore. Sztuczne poczucie wyższości profesorów i mechanizmy zaliczania i przepuszczania ludzi, którzy nic nie rozumieją a wybijają się lizaniem dupy i odwalaniem roboty za kogoś. Brak jakichkolwiek przedmiotów praktycznych. Niechęć do dodatkowych fakultetów z prawa czy ekonomi..Sam potrafiłem ocenić że nic tu po mnie i zmieniłem kierunek.
            Czasami edukacja przebiega metodą płynnego popychania, a czasami jest dziełem przypadku. Jeden mój znajomy został inżynierem, tylko dlatego, że nie lubił swojej klasy, więc się przeniósł. Ot cały powód. 
            >Może to wina mentalności w społeczeństwie? Brak chęci rodziców i nauczycieli do uświadamiania młodego człowieka, że za kilka lat ma się utrzymać, zarabiać, być uzytecznym a nie szukać w systemie finansowania swoich nierrealnych marzeń. Studia to przedłużenie młodości, picie, zaliczanie na krzywy ryj. Potem wychodzi niby mgr jak dupa bo nic nie umie i nigdy się nie zastanawiał co będzie robił.
            > Powiedzmy, że to pierwsza kwestia. Pytanie co gdy nie możesz dalej iść swoim tokiem, albo po prostu nie wiesz czego chcesz (przykładowo w okresie niestabilności emocjonalnej). 
            Tak, każdy ma prawo, ale są takie wartości jak pracowitość, odpowiedzialność za własny los. Więc kto szuka usprawiedliwieni i ciepłej posadki za pieniądze podatników a kto wie że musi z=na siebie zarobić ciężką pracą.
            „Mianowicie, intensywne promowanie kierunków technicznych burzy proporcję i rości sobie prawo do wszystkich bystrzejszych umysłów.”Bystrzejsze umysły w tym sensie myślą sposobem, który określasz jako oczywisty i niezależnie od zainteresowań idą ku temu co wydaje się pewniejsze. System i uczelnie nie potrafią dostosować specjalistów do zapotrzebowania, dbając jedynie o własne funkcjonowanie.
            > Racja. Dlatego w innych krajach liczy się jaka to jest uczelnia. Nie pierwszy lepszy uniwerek, który ma tylko prawo do nadawania tytułów, ale renoma. To Ty albo twoi starzy mają wiedzieć gdzie masz się uczyć. Może to też wina, że edukacja jest darmowa, przez co na niższym poziomie, ale też dzięki temu nikt się nie zastanowi czy warto marnować czyjś czas i pieniądze jak się potem będzie chciało robić co innego
            Może to też kwestia, że jesteś w duchu socjalistą. Wydaje Ci się, że wszystko powinno być regulowane systemowo. Błąd – Ty masz sam niuchać, być odpowiedzialnym i wiedzieć czego chcesz. Uczelnia taka czy inna to tylko możliwość. Można być na niej pięć lat i dalej być betonem i po piecie latach informatyki nadawać się do instalowania drukarek.

             Zaburza to równowagę, gdyż wielu odrzutków z kierunków technicznych (oraz ludzi po papier) zalewa humanistyczne. To druga kwestia. Pozwól wszystkim studiować kierunki techniczne i przepuszczaj ludzi jak leci, a potem patrz jak to wpłynie na rynek pracy (z perspektywy obecnych studentów jest to sytuacja zastana i tak należy ją oceniać). Najlepsi wcale tak łatwo się nie wybiją z masy, czego dowodzi właśnie rynek pracy dla humanistów. 
            > Czego dowodzi? Może tylko tego, że jest ich za dużo i nabywają „wiedzy”, która nikomu ni4e jest potrzebna.
            Jest przecież zapotrzebowanie na dobrych dziennikarzy, historyków, znawców sztuki, nauczycieli itd. Tak samo jak na dobrych administratorów sieci czy programistów. 
            > No własnie z tym się nie zgadzam. Dziennikarz to kwestia indywidualnego błysku, nie można zostać nim jak dobrym rzemieślnikiem. Znawców sztuki mało kto potrzebuje podobnie jak historyków. Gdybym miał na to wpływ, jak postuluje JKM, nie kazałbym się synowi uczyć WOSu, historii, religii i  etyki zatem byłoby w szkołach mniej etatów, dla ludzi którzy tylko w ten sposób sankcjonują swoją użyteczność.

            Myślenie o naukach humanistycznych wyłącznie jako hobby jest totalną abstrakcją i wynika z niezrozumiałego dla mnie poczucia wyższości u inżynierów. 
            > Nie. Wynika z niezrozumiałego poczucia wyższości u humanistów i braku ich realizmu, którzy postulując jakieś pseudo wyższe idee, zapominają, że nie sposób mieszkać w domu gdzie w sraczu przecieka rura. Jak by tak każdy chciał być literatem, krytykiem sztuki, dziennikarzem. No cóż rączek nie pobrudzić i mieć poczucie, że się pracuje dla wyższych idei, a od zwykłej roboty są robole. Dzięki temu facet, który dobrze układa płytki zarabia 3x więcej od nauczyciela.

            Uważasz przykładowo, że za zbudowanie strony należą się pieniądze, ale już za pisanie artykułów, dbanie o język, angażowanie użytkowników, konsultacje itp nie? 
            > Tak. Może nie dokładnie. Uważam,  że nalezą się pieniądze za to, za co chcą płacić ludzie. Nie można oczekiwać aby państwo-system zapewniało zatrudnienie, na które nie ma naturalnego zapotrzebowania.
            Duże portale często wywalają sporą kasę na nowe projekty, ale swoim redaktorom albo płacą śmieszne pieniądze, albo w ogóle płacić nie chcą, oferując idiotyczne umowy. Takie warunki zastaje cała masa młodych ludzi, którzy kończą studia a są traktowani jakby nie istnieli przez 5 lat i musząc na szybko się przekwalifikowywać przeżywają dramat. Nie chodzi o to żeby pysznić się oczywistościami, w stylu informatykowi o pracę łatwiej. Bo niby co do problemu wnosi olewająca wypowiedź informatyka, że lepiej jest być informatykiem?
            > Może to wynika z tego, że użytkowanie tych portali też nikomu nie za bardzo chce się płacić.
            Ja jestem z zawodu tzw humanistą. Oprócz wykonywania swojej pracy mam czas na zainteresowania informatyczne (choć bardzo nie lubię tego słowa). Tylko, że są to zainteresowania a nie praca. Luksus wypowiedzenia takiego zdania (które opisuje moją aktualną sytuację) nie daje mi prawa do uznania swojego poglądu za obowiązującą wszystkich oczywistość, dlatego że jest moją codziennością. Jeżeli w pewnym momencie nastąpi przesyt na rynku informatyków, to czy powinienem domagać się uznania go prawem ogólnym? Przeczytaj ideę, chodzi o to by pochylić się nad losem różnych ludzi, a nie chwalić się własną aktualną zaradnością.
            > Za los powinien odpowiadać każdy sam. Nie chwalę się zaradnością bo nigdy nie byłem cwaniakiem. Akurat informatyka pasjonowała mnie od 1990 roku jak był w  Mlodym Techniku kurs języka BASIC, ale w pewnym momencie podjąłem decyzję, wymagającą odwagi i przejęcia większej ilości obowiązków a wielu ludziom się zwyczajnie tego nie chce.,
            PS. „Z całym szacunkiem, ale reszta Twojego wywodu to jakiś bełkot. Chciałem odpowiedzieć akapit po akapicie, ale po prostu nic z tego nie mogę zrozumieć.”
            Czyli, skoro nie rozumiem, to uważam, że bełkot, więc uznaję, że tego fragmentu nie ma. Jak mam zinterpretować takie zdanie i gdzie w twoich wypowiedziach jest ten szacunek?
            > Musisz być bardziej krytyczny wobec siebie. Jedno ze zdań jest niepoprawne gramatycznie co jak na absolwenta kierunku humanistycznego w PUBLIKACJI jest niedopuszczalne. Poza tym co to za pytanie na człowieczeństwo? Nikt  nie wie ile kosztuje m3 wody bo ludzie mają zwyczaj nie zapamiętywać cyferek. To to za pytanie jaki kolor jest modny? Na prawdę mogłeś się bardziej wysilić. Za wyraz szacunku potraktuj, że Cię nie ignoruję i poświecam czas na polemikę 🙂

          • Z Twoich wypowiedzi wyłania się jakiś koszmarny obraz (może koncepcja) humanistów. Mam wrażenie, że mówimy o zupełnie innych ludziach i problemach. Nie znam tych o których piszesz, nie spotkałem ich dotąd. Ale ciągle o nich słyszę i to coraz głośniej z wielu stron.
            Jest forsowany pewien stereotyp, do niego się odnosisz, patrząc ze środowiska o którym z taką swobodą się wypowiadasz, zaczynam się zastanawiać czy znam ludzi, którzy mnie otaczają. Jest to coś na miarę wizji informatyków jako pryszczatych kosmitów spędzających po 24 godziny na dobę przy komputerze i mówiących w niezrozumiałym języku.

            Czasami zajmuję się i budowaniem, a czasami wypełnianiem stron. Różnie bywa. Zrozum sytuację w której jest zapotrzebowanie, jest zysk dla zleceniodawcy, ale mimo że do obu czynności potrzebuje pracowników, to o płaceniu myśli tylko w wypadku części z nich. Podobny wymiar czasowy, energia, oba składniki są niezbędne do ukończenia prac, na obu stanowiskach specjaliści. Pytałem oczywiście dlaczego. Odpowiedź brzmi mniej więcej tak:
            „Wynika z niezrozumiałego poczucia wyższości u humanistów i braku ich realizmu, którzy postulując jakieś pseudo wyższe idee, zapominają, że nie sposób mieszkać w domu gdzie w sraczu przecieka rura. Jak by tak każdy chciał być literatem, krytykiem sztuki, dziennikarzem. No cóż rączek nie pobrudzić i mieć poczucie, że się pracuje dla wyższych idei, a od zwykłej roboty są robole. Dzięki temu facet, który dobrze układa płytki zarabia 3x więcej od nauczyciela.”
            To nie jest opis rzeczywistości, a jedynie ciągle wałkowana teoria, która bardzo chce być opisem. Te zdania dotyczą różnych ludzi niezależnie od wykształcenia, a nie są regułą dla całej konkretnej grupy. Esencja pogardy względem innych i uznawania własnej wyższości.

            Robota to nie tylko przykładowe 8 godzin malowania ścian, ale też 8 godzin stukania w klawiaturę. A w tym drugim przypadku dzieli się ludzi na dwie grupy wedle wymyślonego prawa. Dyplom jest wyrokiem zanim jeszcze jesteś w stanie udowodnić swoją wartość, gotowość do pracy, zaangażowanie. I to nawet w przypadku zajęć, przy których rodzaj wykształcenia jest toretycznie bez znaczenia.

            „Dziennikarz to kwestia indywidualnego błysku, nie można zostać nim jak dobrym rzemieślnikiem.” To jest właśnie postulowanie jakiś pseudo wyższych idei.

            „Za wyraz szacunku potraktuj, że Cię nie ignoruję i poświęcam czas na polemikę”. To zdanie również. Nie dyskutujesz, oznajmiasz prawa, wygłaszasz przemówienia, oceniasz według kryteriów, które są tak oczywiste, że należy je u podstaw podzielać. Z wyższego poziomu. „Brednie, przejrzyj na oczy, wypociny, skrzywdzony umysł itd.” Używasz mnie do upewnienia się w swoim. To spora różnica.

            PS. Pewnego dnia odbierając rachunek za wodę, czy może prąd pomyślałem, że nie mam pojęcia jaki jest przelicznik i za co właściwie płacę. Równie dobrze komputer mógłby losować cyferki, ale jest przecież jakieś prawo i kwota nie jest przypadkowa. Jeżeli nie rozumiem swojej przestrzeni życia, jak mogę się o niej wypowiadać, czy przy piwie ze znajomymi mogę poddać krytyce wysoką cenę wody/prądu/żywności czy nie? A obecne trendy w modzie? To są pytania właśnie o sens weryfikacji stereotypów. Oczywiście można gadać, że jest drogo, zawsze jest drogo i łatwo o człowieka, który przytaknie.

          • Filozof71

            Hej, Formuła komentarzy do artykułu przerasta możliwości techniczne tehj strony. Mam coraz węższe miejsce do pisania i ciężko odpowiadać kontekstowo. W wolnej chwili odpowiem Ci mailem. Pozdrawiam AG.

          • Faktycznie, ten system jest przeznaczony do sprawnego komentowania głównego tekstu i średnio nadaje się do ciągłego odpowiadania przy dłuższej wymianie zdań. Nie chcę jednak rezygnować z wcięcia. Ok, może być mailem. Do usłyszenia.

          • Andrzej

            Powyższy komentarz został zamieszczony co prawda 9 miesięcy temu, więc jego autor zapewne mi nie odpowie, ale mimo wszystko odpowiem na kilka kwestii, choćby ku przestrodze innych.

            „Gdybym miał na to wpływ, jak postuluje JKM, nie kazałbym się synowi uczyć WOSu, historii, religii i etyki (…)”

            Zgadzam się, że nasz narodowy system edukacji jest niezwykle nieudolny i wiele przedmiotów okazuje się w zasadzie niepotrzebnych. Ale historia? Naprawdę chciałby Pan, by Pański syn nie znał przeszłości naszej ojczyzny? Przecież to jest podstawa. Historia. Każdy człowiek powinien znać chociaż jej podstawy, przynajmniej tę namiastkę dotyczącą własnego narodu. Zdaje Pan sobie sprawę, jak łatwo człowiekiem pozbawionym takiej świadomości manipulować? Wystarczy spojrzeć co się dzieje na świecie. Historia jest fałszowana od pokoleń, przedwojenne ideologie, takie jak faszyzm czy komunizm mają szansę się odrodzić, ponieważ tacy ludzie jak Pan uważają, że znajomość historii jest niepotrzebna. A wie Pan, po co się uczymy historii? Po to właśnie, by nie powtarzać błędów z przeszłości.

            Pozdrawiam.