fanon i pilka nozna

Fanon inspiruje do refleksji o sporcie

Jakiś czas temu pisałem na blogu poświęconym piłce nożnej o osamotnieniu kibiców w miłości do lokalnego klubu. Temat to dla mnie, aż zbytnio znany z doświadczenia, gdyż mieszkam 15 minut spacerem od stadionu należącego do drużyny która wali się i powstaje z zaskakująca regularnością.

Jako że, sam jestem rodzinnie i z wychowania uwikłany w losy tego zespołu przyszło mi kochać go miłością wyuczoną kontaktem i wpojona poczuciem wspólnoty w ramach byłych młodzieńczych pasji. Tak, też kibicowanie pojmuję i obserwując kolejny zryw działaczy mający na celu budowę piłkarskiej potęgi zastanawiałem się dlaczego tym razem z poparciem nie nadciągają tłumy wypełniające ten w sumie niewielki obiekt do ostatniego miejsca. Przyszła mi wtedy do głowy myśl o schemacie tzw. „miłości na odległość” do której po prostu wszyscy już w moim rodzinnym mieście przywykli. Koncepcja ta pozwalała podzielić kibiców na grupy wedle reakcji wobec fizycznego rozstania z osobą drogą sercu. Założyłem wtedy, iż niewielka cześć fanów, która w ogóle nie dostrzega perspektywy rozstania, realizuje właściwą koncepcje sportu jako relacji na poziomie lokalnym. Pozostali dali się złapać telewizyjnym zamiennikom, a przez to wkroczyli w etap wypierania aspektu tworzenia więzi społecznych zacieśnianych w około wspólnego działania i propagowania grupowej aktywności fizycznej.

W świecie zniesienia ograniczeń na polu konsumpcji jesteśmy bombardowani wszelkiego rodzaju Barcelonami, Milanami czy Manchesterami United, których celem jest wypełnienie korporacyjnej sakiewki. Sport wyczynowy ewoluował do roli telewizyjnego show, ekscytują się więc nim miliony pozbawionych wpływu gapiów coraz skuteczniej przykuwanych do odbiorników. Wyraźnym elementem tego procesu jest odsuwanie ludzi od drużyn z którymi sympatyzują, a następnie przekształcanie w miłośników seriali nie pozwalając im nawet zbliżyć się do wpajanego obiektu zainteresowania.
Zwróćmy uwagę na bardzo popularne określenie: „Mecz oglądają państwo dzięki…” lub tez „Wyłącznym sponsorem spotkania jest…”. Jak to? Przecież to obywatele płaca za owe piwo, czy też ubezpieczenie. Co więcej płacą też abonamenty stacjom by móc obejrzeć transmisję, a stadiony często współfinansowane są przez państwo (czyli nas), po czym kluby sprzedają prawa do ich nazw. Dodajmy koszulki i gadżety z kilkukrotną cenową przebitką związaną z umieszczeniem klubowego znaczka lub nazwy zespołu.
Zachodnia koncepcja sportu sprowadza się właśnie do jednostronnego ujęcia kibica jako obserwatora-konsumenta. Jego jedynym udziałem w wyczynowstwie aktorów jest możliwość nabywania i chłonięcia informacji napędzających potrzebę nabywania. Płacenie kilka razy za to samo bez możliwości wejścia w interakcje z przedmiotem uwielbienia, czyli mówiąc bardziej obrazowo lizanie sklepowej szyby zastępuje faktyczny kontakt z dyscypliną. Zamiast dostępnych w sklepie cukierków oferuje się fanom koszulki i chorągiewki z podobiznami słodyczy. Sposobem tym kluby wypierają potrzebę jednoczenia się w ramach codziennej współegzystencji w około lokalnego ośrodka i różnicują sąsiadów jako przeciwników i zwolenników oddalonych o setki kilometrów firm. Futbol zamiast jednoczyć ludzi we wspólnej pasji i tworzyć podłożę do szerszych relacji, łączy się z pozostałymi produktami ekranów telewizorów oferując stwarzające pozory zaspokojenia wszystkich potrzeb przedstawienie.

Cała wspomniana otoczka przenosząca dyskusję na forum oderwanych od codzienności abstrakcyjnych zmagań milionerów o wtoczenie kuli do zawieszonej na słupkach siatki oddala nas od istoty sportu jako formy propagowania aktywności fizycznej. W książce „Wyklęty lud ziemi” na problem ten zwraca uwagę Franz Fanon: „Stadion nie powinien być dla młodzieży oddzieloną od reszty kraju wyspą, wyizolowanym miejscem występów. Powinien być pojmowany jako niewielka cześć całości…”. Dla autora odnoszącego się do sytuacji w postkolonialnej Afryce, samodzielność państw daje okazję do przywrócenia istoty sportowych zmagań: „Jeżeli wszystkie wysiłki skierujemy na hodowlę wyczynowców, jeśli odizolujemy sport od innych sfer życia, jeżeli nie uczynimy z niego tylko fragmentu narodowej edukacji, nie unikniemy jego degradacji i komercjalizacji. Sport nie może być grą, rozgrywką dla burżuazji zamieszkującej miasta.” Celem jest tu nie hodowanie wyczynowców, a kształtowanie świadomych wysportowanych obywateli, dla których sport jest jednym z elementów łączących i utrwalających wspólnotę w działaniu na rzecz rozwoju społeczeństwa.

Jaka jest różnica w kibicowaniu Barcelonie czy Realowi, gdy jesteśmy tylko lizaczami ekranów. Czy nie pora aby wrócić na boisko, a także chodzić na stadion by dopingować ludzi i z ludźmi, którzy mieszkają obok? Bez tej całej gonitwy o zera na koncie i wyimaginowane sukcesy.

tye maska

„Stereotypy” Tye’a, a „Twarz” Tischnera

Niemożliwość dopasowania pojęcia do faktów fizycznych, a twarz jako brama do prawdy o człowieku.

W artykule tym odwołamy się do stanowiska Michaela Tye’a w kontekście debaty dotyczącej istoty pojęć fenomenalnych. Za podstawę posłuży nam fragment książki Consciousness Revisited – Materialism without Phenomenal Concepts (wspomnianego autora), w którym Tye dowodzi, dlaczego faktów o wodzie nie da się w wydedukować a priori z faktów mikrofizycznych. Interesują nas tu dwa zagadnienia. Pierwsze to (na przykładzie wody) nie możliwość dopasowania pojęcia do faktow fizycznych, drugim zaś jest stereotyp. Postawimy pytanie o rolę poddawania pod wątpliwość możliwości skonstruowania stabilnego opisu świata, w kształtowaniu relacji międzyludzkich opartych o koncepcję maski.

Warto wyjść od tego, pisze Tye, iż pojęcia fenomenalne nie różnią się od pozostałych pojęć. I choć omawiamy tu kwestię wody to przykład dowodzenia tyczy się większości z nich. Samo pojęcie nie jest dostępne a priori z perspektywy pojęć naukowych, co więcej dopasowanie pojęcia do „czegoś” nie może zostać wyprowadzone z faktów fizycznych. Woda jako H2O jest utożsamiona z podaniem pojęć chemicznych (a to tylko związek aposterioryczny). Wnioskowanie iż 1) woda pokrywa większość Ziemi, z tego że: 2) H2O pokrywa większość Ziemi, 3) H2O jest wodnistym czymś co znamy, 4) woda jest wodnistym czymś co znamy, jest pozbawione sensu gdyż 2 i 3 nie są prawdami naukowymi, a 4 nie jest a priori. Można założyć, że odkryliśmy, iż woda nie jest H2O, występuje w dwóch rodzajach. Nie świadczy to o ~4. Zamieniając 4 na 4’) woda jest wodnistym czymś co znamy, wszystko zostaje tak samo.
Problem też w tym, że możemy swobodnie postawić tezę, iż rzeczy mogą obserwacyjnie wydawać się inne od tego, jakie są w rzeczywistości. Dokładnie tak samo jak czynimy to w przypadku człowieka uzależniając go od możliwych wpływów zewnętrznych. Przykładowo ukierunkowany wyłącznie na fizyczność bohater filmu „Shallow Hal” ugodzony bodźcem z zewnątrz zaczyna postrzegać kobiety wyłącznie przez pryzmat ich wewnętrznego piękna. Swoją wybrankę, grubą i nieatrakcyjną, Rosemary widzi jako szczupłą i pociągającą, ulegając przeciągłemu złudzeniu. Jeżeli wodę utożsamiamy z czymś czystym i bezbarwnym, z tym co wypływa z kranów, z jeziorami, deszczem, rzekami itd. To tyczy się to jedynie stereotypu pojęcia, (który może zostać w przyszłości zrewidowany jak w wypadku wieloryba, który nie jest rybą), a nie cech, które faktycznie posiada. Można zakładać, że stereotyp opiera się na nieadekwatnych próbach i nijak ma się do prawdziwego świata, w którym załóżmy woda to jasnoróżowe granulki. „Suppose that wherever we take there to be a body or sample of water, there is really a pale pink, granular stuff. This granular stuff is made up of conglomerations of tiny, pink particles, each about the size of a grain of sand. These particles form clouds in the atmosphere. The pink, granular stuff does not appear to us to be pink or granular, however. Samples of it appear to us to be colorless and liquid. When we use the term ‘water’, we are really referring to this pink, granular stuff. We just don’t realize this. We take the referent of ‘water’ to be colorless and liquid, but we are wrong”.
Obserwacyjna ciekłość może być wynikiem działań Marsjan, którzy modyfikują odbicie światła. Podobnie rzecz się ma z dotykiem, smakiem i wrażeniem padania deszczu. Pokazuje nam to, iż woda taka jak ją stereotypowo rozumiemy może nie istnieć w naszym środowisku naturalnym, a zatem nie jest a priori wodą (albo wodnistym czymś). Więcej, może nie istnieć w ogóle. Zakładając, że jednak istnieje, będzie właściwie tropieniem stereotypów (choć nie wydaje się aby taki opis (powiązany ze stereotypami właśnie) był wystarczający). Niezależnie czy zakładamy mamienie przez Boga, halucynacje, czy cokolwiek podobnego, biorąc pozycje obserwatora stwierdzimy, że woda jest. Z tym, że właściwości powiązane z próbkami nie mogą być weryfikowane apriorycznie. Stereotyp jest, na bazie empirycznych odkryć. Zakładając możliwość a priori na mocy scenariusza, coś chce lub nie chce być wodą. Jest przesunięciem. Wtedy niby fakty o wodzie można wyprowadzać a priori z faktów mikrofizycznych, ale różne założone scenariusze mogą generować sprzeczne wnioski. Refleksja na temat faktów nie pozwala dedukować o zasadności samego scenariusza. A całość znów prowadzi nas do pytania o to czym naprawdę jest woda i czym naprawdę jest człowiek.

Obie rekonstrukcje mają na celu przybliżenie nam sposobu w jaki myślimy o człowieku. Sposób ten przez swoją zawiłość domaga się świadomości absolutu. Ten zaś nie jest wcale do czegokolwiek potrzebny. U Tischnera to twarz ma mówić prawdę, ma być gwarantem. Składnikiem ludzkiej natury wydaje się być jednak nieustanne zaprzeczanie i stawianie wątpliwości wobec tego co czujemy, widzimy, czy też jesteśmy w stanie pomyśleć. Stosując kontekst kulturowy, mniemania o wymaganiach innych względem kontaktu z nami ulegamy własnym założeniom. Maska wyprowadzana jest pozornie z winy drugiego, winy takiej a nie innej konstrukcji świata. Nie można być niesprawiedliwym gdyż wymagany jest pozór sprawiedliwości, wzajemny szacunek i godność ludzka. Łatwo jest przypuszczać, iż drugi nie jest zatem tym, co chce nam pokazać, wgląd w niego domaga się odniesienia do czegoś co jest w stanie nam powiedzieć jaki jest naprawdę. Twarz obrazuje zatem ludzką biedę w sensie osamotnienia, drżenia, o to by własna kompozycja siebie nie została zburzona. „Tischner pyta, co się stanie, gdy odsłonię twarz przed złym człowiekiem. Nie złym w znaczeniu znanym z poprzednich rozważań, ale człowiekiem o złych zamiarach. Rozpatruje sytuacje na trzech płaszczyznach – dobra, prawdy i piękna. Dewiacje tych wartości, które dokonują się na płaszczyźnie dialogu, sś etapami procesu pozbawiania podmiotowości. Wszystko zaczyna się od uwodzenia, później jest kłamstwo, a dopiero potem brak miłości. Tischner specjalnie nie używa słowa nienawiść, ponieważ nie ma ono wymiaru dialogicznego jak dwa pozostałe. Odebrać człowiekowi podmiotowość, to odebrać mu świadomość godności i własnego dobra. Dzieje się tak poprzez zastosowanie logiki lęku, która przyjmuje postać grozy”.

Skoro nie mogę być pewien tego jaki jesteś to jaką mam gwarancje że uszanujesz mnie w pełni. Strach odgrywa tu jak już mówiliśmy kluczową rolę, jest motorem napędowym kolejnych założeń względem drugiego. Jednak owe założenia budowane są wyłącznie w ramach własnych poglądów na temat tego co może się stać. Jaką mamy gwarancję, że ten który czyni wobec nas zło nie realizuje w ten sposób naszej woli? Twarz nie może w tym sensie jawić się bezpośrednio gdyż uwikłana jest w założenia poprzedzające kontakt.
Mówiąc po prostu czymże jest zatem twarz, akt dostrzeżenia drugiego, jak nie jednak wglądem w wielowarstwowość człowieka, kontaktem z nim takim jakim się jawi, z maską, zasłoną, jego historią i nie trzeba tu szukać zbędnej wzniosłości, istoty idealnych pojęć. Ulegając pokusie zaprzeczenia samemu sobie stawiamy drugiego w wyabstrahowanej opozycji i w ten sposób faktycznie spotkanie staje się aktem kreacji, z p wyprowadzamy świat którego p jest tylko elementem, jest uwikłane w wielki społeczny kontekst i w tym kontekście musi się określić, w efekcie jedynym ratunkiem jest szukanie absolutu i znajdujemy Boga jeżeli to właśnie akurat jego chcemy odnaleźć. Czy możemy uciec od całego tego zbioru odwróceń? Nie. Samotność w obliczu obcowania z drugim polega na tym, że nie możemy o nim powiedzieć czegokolwiek. A w związku z tym musimy go stworzyć, na własne podobieństwo, według własnych uwarunkowań i to jest czytanie, z gestów, z twarzy. Wiem, że mnie rozumiesz dlatego jesteśmy. Inna sprawa, że w akcie tworzenia dominuje lęk, nie świadczy to chyba o nas najlepiej.